Matka pracująca kontra matka nic nie robiąca. A Ty którą jesteś?

Wiecie jakie pytanie w ostatnim czasie pada najczęściej w moim kierunku? „Kiedy wracasz do pracy”. Pewnie ma to związek z tym iż mój najmłodszy syn poszedł w tym roku do żłobka? Więc gdy on do żłobka to naturalnie ja do pracy. Pewnie przy odrobinie dobrych chęci mogła bym uznać to za szczery objaw troski o mnie i mój budżet domowy, o byt mój, dzieci, o dom. Jednakże odrzucam to wszystko gdyż w drugim akapicie pada kolejne pytanie.. ” co Ty całymi dniami robisz w domu”? To już jest nie wyraz ciekawości i zainteresowania ale złośliwości która ma mnie ukuć w najczulsze miejsce. Zgodnie z zasadą którą osobiście uwielbiam a mianowicie ”twoje życie, twoja sprawa” wielokrotnie zbywałam owe pytania śmiechem i żartem. Ale myślę że kobiet w mojej sytuacji jest co najmniej kilka i każda ma wyraz zażenowania na twarzy gdy w ich stronę pada pytanie co do cholery robią w domu gdy już czas do pracy ”bo dzieci są już przecież względnie odchowane”… Tak więc odpowiadam ciekawskim..otóż moi drodzy gdy odwiozę już szarańczę do przedszkola i żłobka to…zwyczajnie w świecie leżę i pachnę. Serio… nie mam obowiązków bo mąż kupił mi pralkę która połyka pranie, nastawia program, wsypuje proszek, pierze a potem moje pranie idzie do nowiutkiej suszarki którą również kupił mi mąż i tam nasze pranie się suszy a później nawet moje supernowoczesne żelazko samo prasuje. Nie wierzycie? No co wy…Mam też lodówkę w której zapasy w magiczny sposób pojawiają się gdy już zaopatrzenie zostanie zjedzone, ach…i zapomniał bym o zmywarce którą notabene kupił również małżonek i ona też sama obrabia zmywanie. Odkurzacz też mam somoobsługowy. I piecyk co to gotuje nam kolację. Tak więc leże i pachnę czasem dla rozrywki latam na jednorożcu. Żartuję oczywiście..wiadomo powszechnie że jednorożców latających nie ma ;) Oczywiście to wyraz mojego sceptycyzmu gdyż od kilku miesięcy a co najmniej od roku wklepuję go sobie w skórę jak krem. Ale tak w uproszczeniu moje życie widzi większość ludzi. 

Moja mama była matką pracującą. W sensie takim że spędziłą trzy lata na urlopie wychowaczym ze mną jak i z moim bratem którego urodziła gdy miałam 7 lat. Byłam bardzo samodzielną dziewczynką. Bo musiałam mama musiała pracować w innym wypadku pewnie jadła bym suchy chleb. Dodam że mama wychowywała nas sama. Tak więc sytuacja finansowa zmusiłą ją do powrotu do pracy. Ja chodziłam do przedszkola którego szczerze nie nawidziłam i byłam wożona autobusem do innej placówki oddalonej o 40 min drogi. Gdy mama wróciła do pracy ja odbierałam mego brata z przedszkola odgrzewałam obiad, szykowałam do spania. Gdy był starszy prowadzałam i przyprowadzałam ze szkoły, robiłam lekcje, czasem chodziłam na wywiadówki. Nie narzekałam gdyż czułam się odpowiedzialna, dorosła i ważna. Tak się ułożyło życie. Jedyne zażalenie to to że na prawdę często czułam się samotna. Byłam dzieckiem z kluczem na szyi. 

„Po co ci były te studnia”? Pytają… może po to by wiedzieć że takie pytanie ma nie na celu mnie zmotywować tylko podszyte jest dużą dawką złośliwości. Tu nasuwa się wniosek że kobiety które zdecydowały się zostać w domu, wychowywać dzieci czy zajmować się domem..nie powinny bądź nie muszą być wykształcone. wiecie co..fuck off. jedyny błąd jaki popełniłam to wybór kierunku studiów..zamiast to co lubie i co jest moja pasja zdecydowałam się na nudny kierunek który mnie nie interesuje bo tak wypada. wiec jeśli chłopcy zdecydują się kiedyś studiować to będę ich zachęcać by wybrali cos co ich na prawdę interesuje nawet jeśli miała by być to wyższa szkoła gotowania na gazie. dochodzimy do kwestii ostatecznej…otóż wybór. każdy go ma  ale nie każdy chce lub ma odwagę skorzystać ze swojego. To że dla jednego  normalne jest że gdy jego dziecko skończy 6 miesięcy i jest już „odchowane” może iść do pracy to jego sprawa. Niech idzie. To że jeden siedzi w domu całe życie będąc gospodynią domową to też jego sprawa. Wiadomo że ci co dokonają tego drugiego wyboru są w społeczeństwie napiętnowani i dyskryminowani. Nie? Akurat….  Chcę tylko powiedzieć że nie należy się wstydzić że to jaką decyzje podejmiemy to tylko nasza sprawa, naszego współmałżonka i dzieci. Ja się tego też dopiero uczę. Podnieść głowe i powiedzieć tak jestem gospodynią domową, świadomie zrezygnowałam z rozwoju zawodowego. Dla moich dzieci. Mają już jednego ciężko pracującego rodzica, dziadkowie teraz idą nurtem new age i wnuki lubią widywać rzadko.  A poza tym też pracują. Maja mamę, która jest w domu gdy są chorzy, która ugotuje coś pysznego na kolację, która po prostu jest. Dla nich. Pójdzie na wywiadówkę, na spacer, bo ma czas…i chce ten czas spędzić z nimi. Bo dzieci są dziecmi tylko chwilę. A ja rozwijam się w innych kwestiach…kulinarnych, dotyczących rozwoju dzieci ich zdrowia. Jedni powiedzą że to głupoty i każdy łączy i pracę i dom… szczerze? Nie wierzę.. raz próbowałam i wiem czym to smakuje…otóż ma to smak szybkiego buziaka dawanego na dobranoc dziecku które się widzi na kwadrans przed snem, smak prasowania które leży od dwóch tygodni, smak styropianowych pudełek w których kupuje się jedzenie na szybko,na kolacje, by było coś ciepłego..i smak spaceru którego się nie odbyło bo w chwili wolnej nie miało się siły. Nie wspominając o opiekunkach z których każda następna okazywała się większą porażką niż poprzednia i która opowiadała ci o dniu twojego dziecka i o nim  jak by znała go lepiej od ciebie. Dajcie każdemu robić to co uważa za słuszne i dobre dla niego i jego rodziny. Tak powinno być…chcecie perfekcyjnych mam i gospodyń domowych ale niech jeszcze pracują, zarabiają i są piękne. To tak jak w tym dowcipie co student po studniach idzie do pracy i pierwsze pytanie to jakie ma doświadczenie zawodowe. Tytułu perfekcyjnej nie zrobi się korespondencyjnie. Nie umniejszajcie tego co robimy w domu dla naszych bliskich. To banał że to też praca. Ale życie składa się z banałów. Nieszczęśliwym człowiekiem zostaje się wówczas gdy robi się tylko to czego oczekują od ciebie inni. Jeśli każda ze stron jest zadowolona, szczęśliwa, spełniona…to ja tu nie widzę problemu. A Wy widzicie? Podpisano kura domowa <in-your- face ;)>

 

 

 

One comment on “Matka pracująca kontra matka nic nie robiąca. A Ty którą jesteś?
  1. Zgadzam się z Tobą w 100%. Każdy sam powinien decydować co będzie w życiu robił. Ostatnio wylądowałam w szpitalu, od tego czasu mogę tylko leżeć, a wstawać tylko do łazienki żeby spokojnie donosić bobasa do końca. Mąż pomaga jak może, albo raczej orze jak może bo po pracy gotuje jeszcze obiad i sprząta w mieszkaniu (bo ja leżę…). I co usłyszałam od szwagra kiedy mąż wyjechał na delegacje? „NO NARESZCIE SOBIE FACET ODPOCZNIE. TAKI BIEDNY JEST”. Dobili mnie do końca! Czuję się strasznie z tym, że on musi wszystko robic teraz, ale przed nami jeszcze tylko kilka tygodni i będę znowu ogarniała.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>