Wielka Biedrona part. 2

Szczęśliwa Mama nieuchronnie zbliża się do końca swojej ciążowej drogi. Po raz drugi. I zauważa że na przestrzeni dwóch lat pewne rzeczy pozostały niezmienne. To że nadal hasło „więcej uprzejmości dla kobiet w ciąży” jest tylko pustym hasłem wymalowanym na plakatach przy kasach w supermarketach- bo dla niektórych uprzejmość to fakt pozwolenia egzystowania w ich „zaszczytnym” towarzystwie i generalnie taka ciężarna musi się cieszyć że do sklepu ją wpuścili bo powinna zalegać na kanapie i głaskać się po brzuchu. To że dla niektórych ciąża to nie stan błogosławiony tylko stan przedrzucawkowy- w którym główne skrzypce gra nadciśnienie, obrzęki i białkomocz. To że ciągle w zdumienie wprawiają ruchy dziecka w brzuchu co jest uczuciem jednocześnie wspaniałym jak i przerażającym ( kto oglądał „Obcego” wie o czym mówię;) ). Pewnie rzeczy zarówno w ciąży z Pierworodnym jak i Drugorodnym są takie same. Pierwszy trymestr upływa pod znakiem strachu przed poronieniem. Drugi trymestr to okres najważniejszych badań usg mającym na celu wykrycie potencjalnych wad rozwojowych naszego dziecka. Trymestr trzeci oznacza ciągłą obawę przed przedwczesnym porodem. Końcówka ciąży to już tylko obsesyjne myślenie o porodzie- i nie prawda, że za drugim razem jest łatwiej bo wie się „jak to jest”. Właśnie z tego powodu jest gorzej „bo wie się jak to jest” a do tego dochodzi strona logistyczna-  kiedy się zacznie co z Pierworodnym. Jak wytłumaczyć dwulatkowi że mam zaczęła rodzić?  Wątpliwości i obaw jest więc więcej. Zarówno za pierwszym razem jak i za drugim 33 tydzień ciąży okazał się pechowy. Szczęśliwa Mama dostała wówczas meldunek w szpitalu i mogła „nacieszyć oczy” widokiem polskiej służby zdrowia. Potwierdzam- mimo moich wybujałych snów ordynatorem ginekologii nie jest Szymon Bobrowski a catering w szpitalu nie jest zasługą Wojciecha Amaro. Szpitalna rzeczywistość jest szara, smutna, nudna i do wyrzgania przewidywalna ( czyt. Sam się diagnozujesz, prosisz o właściwe leki, proponujesz wypisanie ze szpitala). Jeśli Szczęśliwa Mama zapomniała jak to jest być Wielką Biedroną i czuć się jak żuk gnojownik drugi syn przypomniał jej to dobitnie. Wielkie Biedrony już tak mają- dzięki olbrzymiemu brzuchowi nie widzę swoich stóp ( co ma też dobre strony gdyż nie dostrzegam  obrzęków na nich i konieczności wykonania pediciuru), ciągle zastanawiam się jak inne ciężarne rozwiązują problem depilacji a także opracowuję do perfekcji rozkołysanie które umożliwia mi podniesienie się i wstanie z łóżka. Także jeśli ciąża jest piękna to ja tego nie dostrzegam bo mi brzuch zasłania. Ale co by nie dramatyzować tylko i nie usłyszeć że sama chciałam ( a chciałam a co!) powiem że z radością w sercu czekam na tego nowego małego człowieka. I choć wiele rzeczy jest powtórką inne już są zupełnie nowe. To że na moim brzuchy lądują już nie dwie pary rąk- moja i A. Ale też rączka starszego brata który z ciekawością przygląda się co też „mama kangurzyca” nosi przed sobą ;).

Z fascynacją wsłuchuję się w swój brzuch który uaktywnia się na głos, krzyki, śmiech Pierworodnego. I powoli przyzwyczajam się że gdy jeden się budzi drugi zaraz dotrzymuje mu kroku i fika koziołki w brzuchu. Siła braci nie ma co ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>