Młoda matka- i jej matka

Gdy na świat przychodzi pierwsze dziecko zmieniają się nasze relacje z wieloma osobami. Najczęstszym zmianom ulegają relacje z partnerem, rodzicami, teściami, koleżankami. Zmieniamy się my sami więc nowego charakteru nabierają nasze stosunki  z innymi. Ot i co. Zaskakujące jest w jakim kierunku podążają te zmiany. Czasami są one korzystne a czasami nie. Świeżo upieczonym rodzicom otwierają się oczy na wiele spraw dotąd błahych. Sprawa relacji na poziomie kobieta- mężczyzna jest bardzo delikatna i trudna, ponieważ każde z nich musi nauczyć się nowych rzeczy i zaakceptować nowe obowiązki i zmianę hierarchii ważności spraw w domu. Nie wszystkim przychodzi to łatwo i bywa że któreś z partnerów nie odnajduje się w nowej rzeczywistości. Najczęstszym wyjściem jest ucieczka w pracę i pozostawienie drugiej osoby z nadmiarem obowiązków które to nie zawsze udaje się udźwignąć jednej osobie. Pozostaję frustracja, złość i niezrozumienie. Relacja na poziomie świeżo upieczonych rodziców i ich bezdzietnych znajomych również nie jest najłatwiejsza. Bardzo często tracimy z takimi osobami kontakt. Nasze „dzieciate” problemy pozostają nie zrozumiane a my sami często czujemy się jak kosmici wyjęci z innej rzeczywistości. Może wynika to trochę z zazdrości? Ale nie ich o nasze dzieci ale naszej o ich poczucie wolności i niezależności. Bardzo często spotkać można się z jawną agresją słowną „nie dzieciatych” w stosunku do  młodych rodziców. Stwierdzenia iż na dziecko w dzisiejszych czasach decydują się tylko wariaci, lub że to kompletna patologia nie mieć hacjendy za miastem a decydować się na kolejne dziecko, lub że dziecko to tylko synonim smyczy którą uwiązaliśmy się na własne życzenie w domu, powodują w rodzicach bunt i poczucie  nie zrozumienia. Z kolei nasze relacje ze znajomymi którzy zostali tak jak my rodzicami i widzą co to koki, ząbkowanie, kalendarz szczepień wchodzą w nowy wymiar. Bardzo często pozytywny. Nie znaczy to że rodzicie stają się monotematyczni (choć przez pierwszy rok na pewno tacy są) ale w takim dzieciatym towarzystwie nikogo nie zdziwi że można być zmęczonym „siedzeniem” na urlopie macierzyńskim czy też to że nie zawsze znajdujemy czas żeby być  z wszystkimi newsami na bieżąco.

Relacją która według mnie zmienia się znacząco jest relacja na poziome młoda matka- i jej matka. Wiem że są kobiety które skłonne są zaprzeczyć i powiedzieć że ich matka wniosła jedynie do ich domu zamęt i chaos. I że była w pierwszym okresie życia dziecka mistrzynią w dawaniu „dobrych rad” najlepiej przez telefon. Bo dobra babcia to niedzielna babcia. I że zawsze dodawała na końcu wypowiadanego przez nas zdania „ a ja bym…”. Są takie babcie które wiedzą lepiej jak wychować, jak pielęgnować, jak żywić. Nie doradzają lecz narzucają. Ale są też babcie które są tylko babciami i wiedzą że my jesteśmy aż matkami dziecka, i z wyczuciem wiedzą kiedy pozostawić daną kwestię rodzicom. Trzeba przyznać że nie ma chyba momentu w życiu kobiety kiedy potrzebowała by matki najbardziej wtedy gdy sama zostaje matką. Pomoc staje się koniecznością przetrwania. Bo nikt nie uczy nas bycia matkami. Wiedzę zdobywamy albo z książek, czasopism, Internetu albo właśnie od własnej matki. To nasz przewodnik. Ale nie każdy ma szczęście trafić na mądrego przewodnika. Takiego który wie, po prostu to wie bo ma szósty zmysł kiedy się pojawić. I kiedy pomóc i uwaga… jak pomóc. Bo potrzebna pomoc jest za każdym razem inna. Raz chodzi o zabranie dziecka na kilka godzin ( co by złapać jasność umysłu i w końcu wziąć długą kąpiel), drugi raz o zrobienie prasowania ( które przy dziecku można zrobić tylko wtedy kiedy takie śpi ( a co wówczas ze zmywaniem, myciem podłogi, porządkowaniem sterty zabawek?!), innym razem chodzić możne o dotrzymanie towarzystwa ( bo człowiek sam z dzieckiem tyle godzin). Trzeba mieć naprawdę fajną kobietę wokół siebie która jest w stanie zrozumieć czego potrzeba młodej matce. Ja mam to szczęście że babcia Alana jest kobietą energiczną ( potrafi się czołgać z wnuczkiem na podłodze i udawać czołg;) ), mądrą ( z reguły wie czego nam trzeba), nie wtrącającą się ( nigdy nie wchodzi między nasze metody wychowawcze). I jest jeszcze jedna rzecz którą sprawia że człowiek na nowo docenia swoją rodzicielkę- wnuk jest w niej absolutnie zakochany. Nie ma chyba dnia aby o babcie nie pytał albo udawał że do niej dzwoni. Wołanie babaaaaaaaa słychać w naszym domu kilka razy dziennie. Czy jestem zazdrosna? Czasami gdy syn się myli i zamiast wołać mama woła baba. Ale z drugiej strony czy to nie powód do radości że wnuk kocha babcie i jest tak bardzo do niej przywiązany? Przecież rodzina to mama, tata, rodzeństwo no i dziadkowie. Im bardziej zaangażowani tym lepiej. Muszę przyznać że Alan sprawia że inaczej patrzę na swoją mamę. Jest ona teraz nie tyle kimś ważnym w moim życiu (choć to absolutnie też) ile w życiu mojego dziecka.

2 comments on “Młoda matka- i jej matka
  1. Świetny tekst i sporo racji. niestety ja jestem skazana raczej na niedzielną babcię, któa wpadając raz na jaiś czas tylko rozpieszcza wnuka i na wszysto mu pozwala. Zastanawiam się, czy go w ogóle zostawiać u babci na dłużej, skoro potem dziecko mi mówi, że babcia to by się zgodziła…

  2. Świetny tekst i sporo racji. niestety ja jestem skazana raczej na niedzielną babcię, która wpadając raz na jakiś czas tylko rozpieszcza wnuka i na wszystko mu pozwala. Zastanawiam się, czy go w ogóle zostawiać u babci na dłużej, skoro potem dziecko mi mówi, że babcia to by się zgodziła…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>