DEPRESJA POPORODOWA…

Znali się długo, było im razem dobrze. Dosyć szybko zaczęli układać wspólny plan na życie. Obydwoje chcieli dwóch rzeczy- normalności i stabilizacji. Zaczęli wdrażać plan w życie..był i wspaniały ślub i huczne wesele. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, wiele nocy przegadali, lubili wspólne wypady do kina czy restauracji. Zamknęli się we własnym świecie, byli swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Pojawiły się dzieci..najpierw jedno, potem drugie. Chciałabym móc napisać że żyli długo i szczęśliwie i wspólnie witali kolejne siwe włosy na głowie, że cała ich historia kończy się happy endem. Chciałabym lecz nie mogę..

Stało się to powoli, stopniowo wręcz. Z biegiem czasu widać w tym pewien schemat.

Ona w ciąży odpychała go..nie miała ochoty na zbliżenia. Brzuch był jej i tylko jej, on nie wiedział co czuła..to nie jego dziecko kopało, dając co i rusz dowód swojej obecności. Głaskała brzuch mówiąc czule do dziecka a on leżał obok ciekawy tego co ona czuje. Nie chcąc jej denerwować problemami w pracy- nie mówił jej wszystkiego. Kiedy ich pierwsze dziecko pojawiło się na świecie, ona była bardzo zmęczona, sił wystarczyło tylko dla maleństwa, on był, pomagał ale to przy matce dziecko najszybciej się uspokajało, zasypiało, to jej głos znało najlepiej. To ona miała piersi którymi mogła karmić. On po paru tygodniach wrócił do swojego normalnego życia. Praca, dom. Jej pozostał dom i opieka nad dzieckiem. Poświeciła sie temu całkowicie. Odnalazła swoją normalność. Była matką, na żonę zabrakło czasu i sił. Padała na łóżko zmęczona, pytając jak mu minął dzień w pracy.. on odpowiadał „normalnie”, wiedział że nie ma co opowiadać bo ona i tak zaraz zaśnie. Taka była ich normalność..on dużo pracował, wracał późno, dawał buziaka dziecku na dobranoc, ona całe dnie spędzała sama. Depresja przyszła z czasem. Nie podręcznikowa, bo nie pojawiła się zaraz po porodzie..dziecko miało już kilka miesięcy. To co było jej normalnością stało się schematem z którego nie było ucieczki. Jej rola został już określona- była matką, gospodynią domową. Całe dnie spędzała wyłącznie z dzieckiem. Robiła zakupy, gotowała obiady, usypiała dziecko, chodziła na spacery i czekała aż on wróci z pracy. Nie miała z kim porozmawiać. Koleżanki miały swoje dzieci, swoich mężów którzy trochę mniej pracowali. Praca była dla niego ucieczką. Tam sie realizował. Telefony w ciągu dnia były coraz rzadsze, rozmowy monotematyczne dotyczące wyłącznie dziecka. Co dziecko jadło, robiło, czy było grzeczne. Romantyzm szedł spać razem z dzieckiem. Kobiecość odkładała na później..teraz była zbyt zmęczona. O ich pożyciu można powiedzieć jedno..kiedyś było. Wspólne wyjścia stały się rzadkością..bo po co, w domu jest tyle do zrobienia. Czuła się z tym coraz gorzej..ale nie wiedziała jak mu to powiedzieć, przecież sama chciała. Chciała takiego życia..domu, dziecka, odpowiedzialności. Normalność o której tak marzyli stała się dla niej nie do zniesienia. Ich małżeństwo na pozór idealne, było bardzo puste i samotne. Brak rozmów, czułych gestów, zrozumienia, zbliżeń doprowadził do końca.

Chciałabym nadmienić że zarówno Szczęśliwa Mama jak i Szczęśliwy Tata mają się dobrze, ta opowieść nie jest o nich. Ale mając na uwadze że takich rzeczy się ani nie planuje ani nie przewiduje, codziennie dbają by nie stać się bohaterami takiej opowieści. Bo posiadając dzieci bardzo łatwo zapomnieć skąd to dziecko się wzięło.. że najpierw był ON, ich uczucie a dopiero potem dziecko. I kierując się tą hierarchią ważności Szczęśliwi Rodzice wspólnie realizują swój życiowy plan

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>